Od tego roku mają zostać zaostrzone przepisy bankowe dotyczące przyznawania kredytu na zakup mieszkania. Rata nie będzie mogła przekraczać 50% miesięcznego dochodu kredytobiorcy. Szacuje się, że co piąta osoba może przez to zapomnieć o zakupie nowego mieszkania. Pozostaje więc chyba tylko czekać na jakąś okazję na rynku wtórnym.

Niektórzy politycy zachowują się trochę obłudnie. W studiu telewizyjnym zarzekają się, że robią wszystko, by ułatwić młodym ludziom w dobrym starcie w dorosłość, podczas gdy na sali sejmowej są już mniej zdecydowani. Nie mają bowiem realnego planu dotyczącego walki z bezrobociem, a teraz jeszcze utrudniają młodym ludziom zakup mieszkania, który – w pewnych kręgach – decyduje o tym, czy założą oni własną rodzinę. Jasne, że można mówić, że ten ruch uchroni młodych ludzi przed popadaniem w wielkie i niespłacalne długi. Jednak chyba nie tędy droga. Tym bardziej, że młodzi zaczną teraz szukać innych sposobów na własne mieszkanie. Będą na przykład skłonni kupić jakieś tańsze i zaniedbane mieszkanie na rynku wtórnym. Później dopiero okaże się, ile pieniędzy trzeba będzie wpompować w jego naprawę. Trzeba będzie zamontować kształtki elektrooporowe do instalacji gazowej, uszczelnić okna, udrożnić komin, odmalować wszystkie ściany, położyć wykładziny i zrobić wiele jeszcze innych rzeczy. Młodzi ludzie i tak sięgną więc po kredyty. Nie hipoteczne, bo te będą trudno dostępne, ale zwykłe, konsumenckie, których oprocentowanie mocno uszczupli ich budżety.